O arbitralności języka – rola i znaczenie języka oraz dyskurs logiczny w myśl psychologii kognitywnej. (część 1)

language_travel_quotes-01

O arbitralności języka – rola i znaczenie języka oraz dyskurs logiczny w myśl psychologii kognitywnej.

By Anna Gabriella Lilith Gajda.

[Cykl złożony z 2 części…]

Część 1.

I. SŁOWEM WSTĘPU…

Niniejszy rozdział stanowi pierwszą część z cyklu artykułów dedykowanych zagadnieniu języka, jego arbitralności oraz znaczeniu języka w myśl psychologii kognitywnej, a także zagadnieniu dyskursu logicznego, jako jednej z form wypowiedzi językowej.

Postaram się tu w tej i w kolejnych częściach cyklu o wspólnym tytule, jakim opatrzony został niniejszy tekst, omówić i przeanalizować wszystkie najistotniejsze aspekty związane z zagadnieniem języka, jako najbardziej ludzkiej funkcji i czynności człowieka, także rozpatrywanego z perspektywy psychologii kognitywnej i poznawczej koncepcji człowieka.

Zacznę zatem od stwierdzenia, iż epoka dominacji psychologii kognitywnej stanowiła również epokę afirmacji języka i mowy, jego roli i istotności, która okazała się brzemienna w skutkach.

Lecz wpierw, co by dopełnić wszelkich kwestii formalnych – zajmę się częścią definicyjną i spróbuje zdefiniować tu kluczowe pojęcia dla dalszych roztrząsań.

Znaczenie terminu „język” jest zasadniczo powszechnie dobrze znane niemal każdemu człowiekowi. Sięgając jednak do słownika, znajdujemy tamże następujące definicje słownikowe, które pozwolę sobie tu przytoczyć:

[…] 1.<<system znaków dźwiękowych służących do porozumiewania się przez członków danego narodu, społeczeństwa>>

  1. <<sposób porozumiewania się ludzi pewnego środowiska lub zawodu oraz zapisu i przekazywania informacji w jakiejś dziedzinie wiedzy>>

3.<<sposób formułowania wypowiedzi w mowie lub piśmie, charakterystyczny dla danego człowieka, autora, dzieła, epoki>>

4.<<utrwalony społecznie zespół znaków dotyczących jakichś działań człowieka lub wyrażających jego emocje oraz każdy układ elementów rzeczywistości, któremu człowiek nadał jakąś treść>>[1].

Po ujednoliceniu powyższych definicji słownikowych, możemy zatem stwierdzić, iż język stanowi pewien zespół środków, pierwotnie głosowych, a wtórnie także innych np. pisemnych, czy też różnorodne sygnalizacje, jakie służą do celu, którym jest komunikowanie się międzyludzkie.

6-definicjzyka-6-728

Wracając do owego powszechnego, kolokwialnego rozumienia tego terminu, Słownik psychologii, red. A. Reber’a, ujmuje język jako to, jak mówimy, zestaw arbitralnych i konwencjonalnych symboli, za których pomocą przekazujemy znaczenie, a także jako pewien kulturowo zdeterminowany wzorzec ruchów artykulacyjnych, który przyswajamy sobie z racji wychowywania się w określonym miejscu i czasie; jako środek za pomocą którego kodujemy nasze uczucia, myśli, idee i doświadczenia; a także unikatowe, najbardziej ludzkie i powszechne z zachowań ludzi.

Jednakże jak czytamy dalej tamże, nasze przeświadczenie o tym, że wiemy, co oznacza termin język, trwa tylko dopóty, dopóki nie podejmiemy próby uściślenia posiadanej przez nas wiedzy, także potocznej, dotyczącej tego terminu.

A w celu uświadomienia problematyczności i licznych kontrowersji, jakie rodzi kwestia definiowania tego terminu, należy wziąć pod rozwagę, następujące pytania – cytując za Słownikiem psychologii:

[..] a) Czy system „znaków migowych” używany przez osoby niesłyszące jest językiem? b) Czy sztuczne systemy rozwinięte w celu programowania komputerów (jak np. „język” C++ czy Turbo Pascal) są językami? C) Czy systemy kodowe tworzone przez reformatorów społecznych, takie jak esperanto, mogą być klasyfikowane jako języki? d) Czy sekwencje ruchów, pozycji ciała, gestów i wyrazów twarzy (mimika), przekazujące znaczenie (czyli tzw. „mowa ciała”, określana jako mowa pozawerbalna), powinny być uznawane za języki? e) Czy istnieją uzasadnione powody, dla których systemy komunikowania się innych gatunków, szczególnie pszczół, delfinów i szympansów można nazwać językiem? f) W którym momencie uznamy, że wokalizacja niemowlęcia to już jest język? […]

Na powyższe pytania niemożliwe jest udzielenie prostej odpowiedzi. Ale dopiero ich rozważenie, uzmysławia nam w pełni ogrom zakresu wieloznaczności pojęcia język oraz mnogości kontrowersji, jakie stwarza próba zdefiniowania tego terminu.

Reasumując powyższe definicje, kwestię najistotniejszą stanowi dla nas fakt, iż język stanowi zestaw arbitralnych i konwencjonalnych symboli, za pomocą których przekazywane jest znaczenie. Owe dwie cechy, a więc arbitralność i konwencjonalność, stanowią bowiem dwie esencjonalne cechy dystynktywne języka, jakie go konstytuują.

To, że znaki językowe są arbitralne i mają charakter konwencjonalny, oznacza tyle, że są one niejako sztucznie nadane (czy przyjęte, narzucone) odgórnie w sposób umowny, a tzn., iż brak jest jakiegokolwiek związku naturalnego, przyczynowego pomiędzy daną formą znaku (np. słowem, pojęciem) a informacją, którą ten znak reprezentuje.

423_1441964716

I tak na przykład pomiędzy polskim słowem „drzewo”, a znaczeniem, które on reprezentuje – czyli fizycznym obiektem przyrody ożywionej, ze świata roślin, jakie posiada drewniany pień i liściastą koronę bądź też igły, a które to dziś nazywamy „drzewem”, brak jest wszelkiego związku naturalnego, przyczynowego, bowiem ów termin „drzewo” pierwotnie został sztucznie nadany odgórnie i przyjęty w sposób umowny, jako termin którym określany będzie ów obiekt, który ono obecnie reprezentuje. A to oznacza z kolei tyle, że gdyby w przeszłości, w chwili, gdy formowany był dopiero i tworzony język polski, zostałoby przyjęte, że ów obiekt, który współcześnie nazywamy drzewem, zamiast drzewem, określany będzie miast tego słowem „kretyn”, to dziś miast mówić: „O popatrz jakie wysokie jest to drzewo”, mówilibyśmy: „O zobacz jaki wysoki jest ten kretyn”, jeśliby ów termin został wówczas przyjęty w sposób umowny dla tego obiektu. „Wysoki kretyn”, „Zielony kretyn” „Kretyn iglasty/liściasty” – obie te reprezentacje dla tego obiektu są identycznie tak samo adekwatne i równie pozbawione związku naturalnego, przyczynowego z tym obiektem, a zatem bez różnicy, który by przyjęto pierwotnie, bo oba mogłyby w zasadzie jednakowo stanowić jego reprezentacje.

sign1

Poza tym, co istotne, istnieje pewien określony zestaw elementów, jakie konstytuują całość zwaną „językiem”, i z które się na nią składają. Do elementów tych zaliczyć należy z pewnością słownik, a zatem pewien zasób, tj. listę dostępnych znaków, które są przyjęte na gruncie konkretnego systemu, w formie prostych i nie podlegających już dalszemu rozkładowi znaków bądź ciągów znaków.

Ponad to, kolejny taki element stanowi przede wszystkim gramatyka, a więc pewna usystematyzowana i uporządkowana lista reguł, określających zasady łączenia jednostek słownika w tekst (zdania, czy większe jednostki, jak np. akapity, ustępy itp.).

Z kolei tekst językowy stanowi element, poprzez który człowiek ma styczność z językiem. Termin ten można zdefiniować, jako formę projekcji rzeczywistości pozajęzykowej, w postaci tekstu językowego, z subiektywnego punktu widzenia jego autora czy „nadawcy”.

552104001116439608

W kwestii języka istotne są również dwa, pokrewne zagadnienia, jakimi jest „rozumienie” i „znajomość” języka. Esencjonalna różnica między tymi dwoma pojęciami wyraża się w tym, że rozumienie języka ogranicza się jedynie tylko do aktu uzmysławiania sobie sposobu przyporządkowania elementów tekstu elementom rzeczywistości, czyli tego, co dany element językowy oznacza (jego znaczenie) i jaki jest mu przypisany (jaki reprezentuje) – np. „drzewo” czy „kretyn”. Znajomość języka jest natomiast już pojęciem znacznie szerszym, gdyż znajomość danego języka wymaga nie tylko umiejętności rozumienia znaczenia, ale również umiejętności produkowania oraz właściwego stosowania tekstu w danym języku, i który jest zrozumiały dla innych użytkowników tego języka. Poziom tej znajomości języka określa stopień posiadanych kompetencji językowych danego użytkownika języka.

Kolejne pojęcie, o którym warto tu krótko wspomnieć, podług mego mniemania stanowi termin „System językowy”. A oznacza on siatkę klas oraz relacji między nimi, a które tworzone są przez jednostki języka i zbudowane z nich podług reguł gramatycznych jednostki językowe wyższego rzędu. Proces tworzenia tych wielorakich klas, oparty jest na podstawie wspólnoty funkcji znaczeniowej bądź funkcji gramatycznej (a zatem roli, jaką odgrywają one w procesie organizacji tekstu).

Co się tyczy jeszcze systemu językowego, to istotne jest również to, iż jest on zmienny w czasie. A źródło powstawania owych zmian mogą stanowić:

  • zakłócenia w procesie przekazywania języka z pokolenia na pokolenie;
  • następstwo interferencji innych systemów językowych, z którymi stykają się użytkownicy danego języka;
  • oraz zmiany zachodzące w rzeczywistości pozajęzykowej, tj. jeżeli pod wpływem zmian warunków życia społeczności posługującej się danym językiem obumierają jedne, a powstają inne znaki językowe.

Przy czym takowa ewolucja systemu językowego wywiera wpływ również na jego zróżnicowanie się w przestrzeni.

I tak w wyniku ewolucji z jednego pnia językowego, dochodzi do wyodrębnienia się tzw. dialektów terytorialnych, a zatem pewne odmianki językowe, jakie wyodrębniły się w rezultacie ewolucji zarówno w czasie, jak i przestrzeni, której podlegał uprzednio jednolity system, ale także ewolucji struktury społecznej, która obsługuje dany system.

W wyniku skonfrontowania pojęcia „język” z pojęciem „dialekt”, termin „język” urasta do miana kategorii historycznej, a też i socjologicznej.

c6d7e5e7d65d1b8357369fe108a44b24

Przykład stanowić mogą tu choćby współczesne języki słowiańskie, które stanowią 11 odmian dialektycznych, ongiś jednolitego języka prasłowiańskiego, a które z biegiem czasu ze względu na posiadaną rangę społeczną uzyskały status samodzielnych języków. Dodam jeszcze, iż analogicznie, wszystkie współczesne języki, wywodzą się ze wspólnego pnia, jaki stanowi język praindoeuropejski.

Natomiast w definicji, w której termin „język” odnosi się do odmian językowych, które są charakterystyczne tylko dla poszczególnych środowisk (np. subkultur czy społeczności więziennej, regionalnej etc.), konkretnych epok, nurtów, ruchów czy nawet dla poszczególnych reprezentantów danego języka narodowego (np. przesycony neologizmami język literacki Leśmiana itp.). Atoli oznacza takie języki, jak np. „grypserka” czy gryps więzienny, slang internetowy, slang młodzieżowy czy subkulturowy, język prasy, czy choćby język Gombrowicza bądź to Mickiewicza. Tego rodzaju języki nie stanowią jednak języków sensu stricto, jako że po porównaniu ich z językiem ogólnonarodowym, okazuje się, iż posiadają one tylko specyficzny dobór środków językowych oraz pewien zasób własnego, odrębnego słownictwa, a zaś pozbawione są one raczej zasad własnej gramatyki.

picture

Wydaje mi się, iż zdefiniowaliśmy już wystarczająco dokładnie pojęcie języka, jak i inne, pokrewne pojęcia, jakie są nam niezbędne do dalszych rozważań, a zatem pora już na tym zakończyć część definicyjną i powoli przechodzić już do meritum niniejszych roztrząsań.

W ramach wstępu dodam jeszcze tylko na koniec, iż język stanowi kardynalny element, jaki towarzyszył człowiekowi przez całą historię ludzkości – od samego jej zarania w czasach prehistorycznych, aż po dzień dzisiejszy nadal wciąż niezmiennie; i jaki stanowi jej nieodzowną, komplementarną część, bez której nie wyobrażam sobie, aby ludzkość mogła istnieć w ogóle jakkolwiek

Od samego początku istnienia ludzkości i tych najbardziej prymitywnych, pierwotnych form języka ludzkiego, język ten wraz z całą ludzkością i cywilizacją podlegał procesowi ciągłej, nieustannej ewolucji i zmian, przeobrażając się nieustannie wraz z rozwojem ludzkości, aż po formę języka czy języków, jaka znana nam jest współcześnie, a i dalej również tak samo podlegać ciągle tej nieustannej ewolucji i zmianom wraz z upływem czasu, a formy i postaci jakie może kiedyś w odległej przyszłości przybrać ów język w wyniku tejże ewolucji, mogą nawet i okazać się tak fantastyczne i niewiarygodne, o jakich nam się jeszcze nawet nie śniło – któż to wie, jak potoczy się tok tej ewolucji i przeobrażeń… I któż to wie, jakie w rezultacie innowacje i transformacje w obrębie języka może przynieść nam nieznana przyszłość…

I tu pozwolę sobie już zakończyć tę część opatrzoną tytułem wstępu.

II. PSYCHOLOGIA VERSUS JĘZYK.

Jak wspominałam już tu uprzednio na samym początku – wraz ze wzrostem sympatii do psychologii kognitywnej, wzrastała też waga i rola, jaką przypisywano językowi i mowie.

Dla ludzkiej egzystencji bowiem fundamentalną rolę odgrywa tekst, czyli większa całość, która składa się z jednostek przetwarzania informacji, językowych, a zatem odbioru i produkcji zdań.

Zaś co do funkcji, które pełni język, najsampierw należy wyliczyć dwie elementarne zasadnicze funkcje, jak następuje.

Tak więc primo, język pełni funkcję niejako narzędzia, za pomocą którego człowiek ma możliwość dokonania opisu i przedstawienia elementów otaczającej go rzeczywistość. Zaś secundo, język pełni funkcję środka, który umożliwia ludziom komunikowanie się i porozumiewanie się, i który umożliwia wymianę danych i wartości pomiędzy nadawcą a odbiorcą danego komunikatu językowego. Jak to dobitnie konkluduje Kozielecki w swej pracy Koncepcje psychologiczne człowieka, zatem: „[…]świat bez rozwiniętego języka byłbym grobem dla kultury”[2].

jezyk

Jednakże z punktu widzenia psychologii i chyba niemalże wszystkich nauk humanistycznych, rangę prymarnie priorytetową przyjmują pewne esencjonalne pytania, jakie należy postawić i podjąć próbę znalezienia na nie odpowiedzi. Pozwolę sobie je tu przytoczyć za Kozieleckim, a są one następujące:

  • „Jaki jest cel wypowiedzi jednostki?”

  • „Co nadawca chce osiągnąć?”

  • „Do kogo kieruje swe słowa?”[3]

Natomiast zdolność ludzi do intencjonalnego komunikowania się, czy „wyrażania się”, a więc do mówienia – do kogoś i w jakimś celu, stanowi tzw. kompetencję komunikacyjną.

III. ARBITRALNOŚĆ I KONWENCJONALNOŚĆ.

Jednakże kwestię kardynalną stanowi tu poczynione już uprzednio twierdzenie, iż język stanowi twór abstrakcyjny o charakterze konwencjonalnym.

lingwistyka-6-semiotyka-uniwersalia-9-638

W tym względzie z interesującym poglądem mi najbliższym i najbardziej zgodnym z moim własnym, spotkałam się w pewnym ambitnym filmie zatytułowanym Życie świadome (ang. Waking life). Może wpierw krótko opowiem o samym filmie.

 

Reżyserem tego nietuzinkowego dzieła ambitnej kinematografii jest Richard Linklater, a które zostało wypuszczone na ekrany w roku 2001. Linklater meritum swego dzieła uczynił przede wszystkim kwestię natury snów, świadomości i jawy, a ponad to dotyka w swym dziele również licznych esencjonalnych problemów egzystencjalnych. Usiłuje on znaleźć odpowiedź na pytanie o to, jaka jest różnica pomiędzy jawą a snem. A też odpowiedzi na esencjonalne pytania natury egzystencjalnej, o istotę ludzkiego bytu i istnienia.

6939268-3

Co się zaś tyczy akcji filmu, to została ona w zasadzie zredukowana do minimum na rzecz ciągłych, bardzo rozwlekłych nieraz dialogów i monologów, wygłaszanych przez kolejne osoby napotykane przez głównego bohatera filmu – młodego, bezimiennego mężczyznę, zagubionego i zatraconego w tej onirycznej podróży w świecie snów, aczkolwiek świadomego tego faktu, iż jest to świat snów, lecz nie potrafiącego powrócić stamtąd znów do świata jawy…

 

 

Nasz główny bohater zatem spaceruje po mieście, w którym był już uprzednio kiedyś przed laty i w tym świecie snu – aczkolwiek snu świadomego – napotyka na swej drodze kolejne postaci, z którymi bądź to toczy długie i rozwlekłe, ożywione dyskusje, bądź to wysłuchuje równie długich i rozwlekłych monologów przez nie wygłaszanych, w których poruszane są właśnie owe esencjonalne kwestie, wspomniane już uprzednio.

Z tej racji filmowi często zarzucany jest brak akcji oraz to, że jest on nazbyt „przegadany”, aczkolwiek dla mnie osobiście owo „przegadanie” stanowi raczej duży plus i zaletę aniżeli jakąkolwiek wadę, jako że stanowi to nie minus a bardzo pozytywny atrybut, który zwiększa znacznie wartość owego filmu.

I tak część wypowiedzi wygłaszanych przez kolejne postaci zawiera treści istotne i doniosłe, zaś część też – zwykłe i trywialne banały, przy czym jednakże każda z tych wypowiedzi na swój sposób wnosi coś istotnego i też oryginalnie „świeżego” do całokształtu poglądów i idei, które przekazuje ów film.

wakinglife_13_1

Także same postaci wykazują duże zróżnicowanie: od specyficznych uczonych i artystów aż po kolegów i stałych bywalców restauracji, przesiadujących w niej codziennie całymi dniami – od umysłów wybitnych aż po zwykłych, szarych przeciętniaków czy prostaczków.

Tym niemniej wszystkie te postaci poruszają w jakiś sposób esencjonalne kwestie egzystencjalne, takie jak choćby: metafizyka, wolna wola, filozofia socjalna i sens życia, czy istota bytu. Ponad to film dotyka również takich kwestii, jak egzystencjalizm, sytuacjonizm polityczny, nietzscheańska koncepcja nadczłowieka, teoria filmowa Andrego Bazina i świadomy sen. Zawarte są w nim również różne aluzje literackie do licznych, rozmaitych słynnych intelektualnych i literackich postaci czy koncepcji.

Jedna z tychże postaci porusza również i kwestię języka, któremu dedykowany jest cały ów długi monolog wygłoszony przez jedną z bohaterek, napotkanych przez bezimiennego mężczyznę podczas jego onirycznej podróży w świecie snu…

Owa bohaterka w swym monologu dotyczącym zagadnienia języka dotyka również kwestii dla nas tu kardynalnych – jego arbitralności i konwencjonalnego charakteru.

Bazując na oryginalnej treści tegoż monologu, pozwolę sobie tu dokonać jego własnej interpretacji i analizy zawartych tam poglądów i koncepcji odnośnie kwestii języka, jego arbitralności i konwencjonalnego charakteru.

W myśl treści owego monologu język jest nierozerwalnie związany z twórczością, a więc zatem i z myśleniem twórczym. A owa twórczość ma bowiem wypływać bezpośrednio z doskonałości, ale też z ludzkich dążeń i narastającego poczucia frustracji, co byłoby zaś zgodne z postulatami koncepcji psychodynamicznej człowieka. I tu właśnie zaczyna się rola języka, który swe źródło ma właśnie w ludzkim dążeniu do wyjścia poza obręb własnej izolacji. Język poza tym jest również źródłem pewnych koneksji i wzajemnych relacji z innymi, a co więc także pozwala wykroczyć poza obręb tej własnej izolacji. A natomiast z tej racji, iż w tym przypadku gra toczy się o przetrwanie, bierze się zaś konieczność prostoty, jaka cechować musi język.

waking-life

Bohaterka przytacza tu przykład słowa „woda”, a jego fonetyczne brzmienie stanowi bowiem onomatopeiczny dźwięk, który ludzie po prostu czują. Zresztą podobnie jak w przypadku frazy „szelest liści” czy „szum muszli” – kiedy pierwsze skrzypce odgrywa nie sama forma językowa czy semantyka, a właśnie ów onomatopeiczny dźwięk, który „czujemy”, owo dźwiękonaśladowcze brzmienie wyrazu, które sprawia, iż wymawiając owe dwie frazy, słyszymy i czujemy ów szelest liści, to ich szeleszczenie, czy ów szum morza w muszli. Dźwięk, który możemy sobie bez problemu wyobrazić.

Tym niemniej, co ciekawe, używamy języka wcale nie tylko do komunikowania tego rodzaju dźwięków, które „Czujemy” i możemy sobie wyobrazić, ale też do przekazywania innego całkiem rodzaju treści, których nie sposób „poczuć” ani wyobrazić sobie w jakiejkolwiek materialnej postaci. A stanowią je wszystkie te abstrakcyjne, „nienamacalne” treści, a więc pozbawione wszelkiej fizycznej, realnej formy reprezentacji i postaci materialnej – wszystkie te niematerialne i abstrakcyjne rzeczy, których doświadczamy, a do których przekazywania używamy podobnie tego samego systemu symboli. A zatem jak więc określić to, czym jest złość? Albo czym jest gniew czy miłość? Niezwykle ciężko opisać te czysto abstrakcyjne, niematerialne idee fix, nie posiadające w zasadzie absolutnie żadnej namacalnej, fizycznej i materialnej reprezentacji, postaci ani formy istnienia, istniejąc jedynie jako pewne abstrakcyjne wyobrażenie myślowe i językowe. A jednak nawet mimo tego, gdy jedna osoba mówi „kocham”, to ów nieokreślony, abstrakcyjny dźwięk i tak wypływa z ust nadawcy i dociera do uszu odbiorcy – czyli drugiej osoby – przemierzając wszystkie jej obwody w mózgu w drodze do celu – poprzez wspomnienia tejże jednostki dotyczące miłości, bądź to jej braku. Wówczas to ów odbiorca komunikatu rejestruje tenże komunikat i zwykle przyznaje nadawcy, iż owszem, treść jego komunikatu jest dla niego zrozumiała.

image02

Tu zaś rodzi się z kolei pytanie o to, skąd nadawca może mieć pewność, iż odbiorca faktycznie rozumie jego komunikat?

A to zaś uzasadnia właśnie kwestia tejże arbitralności języka i jego konwencjonalnego charakteru.

Jak argumentuje bohaterka, to zaś z tej racji, że słowa są w zasadzie tworem obiektywnym – cytując: „To tylko symbole. One są martwe, rozumiesz?” – pyta swego słuchacza. To zaś znaczy tyle, że język, a więc i słowa czy zdania, z których się on składa, stanowią właśnie twór całkowicie arbitralny, konwencjonalny, który został tylko umownie przyjęty i sztucznie – odgórnie – nadany i narzucony. A obiektywność słów deprymuje właśnie fakt ich arbitralności – tego, iż stanowią one jedynie owe „martwe symbole” – sztucznie, odgórnie przyjętą symboliczną reprezentację realnych obiektów, pomiędzy którymi nie istnieje absolutnie żadna naturalna relacja, związek ani system połączeń – ot, są to jedynie sztuczne „etykietki”, które ktoś kiedyś z jakiegoś powodu sobie poprzypinał do przykładowych obiektów tak a nie inaczej, podług własnego „widzi mi się” jedynie, czy też chwilowego kaprysu – a przynajmniej absolutnie abstrahując od wszelkich naturalnych konotacji pomiędzy ową nadaną etykietką, a realnym obiektem, do którego została ona pierwotnie przypięta i nijak się mając do jego naturalnego charakteru czy realnej istoty…

images-2

Jako ilustracji przykładowej użyjmy tutaj choćby omawianego tu już uprzednio słowa „drzewo”, które współcześnie stanowi reprezentację określonego realnego obiektu, jaki określamy mianem drzewa – a więc rośliny o grubym, drewnianym pniu, licznymi gałęziami, na których rosną zaś zielone liście. A omawiane uprzednio twierdzenia odnośnie arbitralności języka i słów, oznaczają tu po prostu tyle, że ów obiekt, który obecnie określamy terminem „drzewo”, określamy tak tylko i wyłącznie z tego powodu, iż kiedyś ktoś taką właśnie etykietę przypisał temu obiektowi, a który równie dobrze moglibyśmy określać innym słowem np. „kamień” czy „stolec”, gdyby pierwotnie ktoś taką właśnie nadał mu etykietę – tj. przypisał mu takie słowo, jako jego określenie – zamiast słowa „drzewo”. A bez względu zupełnie na to, jakim określeniem nazwalibyśmy ów obiekt – obojętne czy to jako „drzewo”, czy „kamień” czy też „stolec” – i tak w absolutnie żaden sposób nie zmieniłoby to cech czy właściwości owego realnego obiektu, jaki dziś określamy mianem „drzewo” i figurując pod każdą dowolną reprezentacją słowną pozostałby on zawsze niezmiennie taki sam, jedynie zmieniłaby się tylko sama jego funkcjonalna reprezentacja symboliczna – a więc owa „etykieta” – a nie on sam jakkolwiek. A zatem owo drzewo, czy to określane słowem, „drzewo”, czy „kamień” czy nawet „stolec”, i tak wciąż pozostawałoby dokładnie tym samym drzewem, z tym samym pniem i gałęziami porośniętymi liśćmi (bądź też igłami), i absolutnie nic a nic by to w nim nie zmieniło prócz tylko samej jego reprezentacji symbolicznej i słowa, jakim by je określano!

423_1441964716

Można powiedzieć, że ową kwestie arbitralności języka i słów poruszał już wcześniej również sam William Shakespear w swym dziele „Romeo i Julia”, wkładając w usta tytułowej Julietty słynną kwestię o róży – cytując:

[…] Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazna,

Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.

Jestże Montekio choćby tylko ręką,

Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek

Częścią człowieka? O! weź inną nazwę!

Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą,

Pod inną nazwą równie by pachniało;

Tak i Romeo bez nazwy Romea

Przecieżby całą swą wartość zatrzymał.

Romeo! porzuć tę nazwę, a w zamian

Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest,

Weź mię, ach! całą! [..].

Jak widzimy na powyższym cytacie już Shakespear zwraca uwagę, iż słowo to tylko „nazwa”, całkowicie arbitralna i sztucznie, niejako odgórnie narzucona i przypisana do danego realnego obiektu bez żadnych naturalnych z nim konotacji. A owa róża równie pięknie by pachniała, gdyby inaczej się nazywała i wciąż byłaby tą samą różą, tyle że pod inną nazwą – niejako opatrzona inną „etykietą”…

Ale przecież tak bardzo wiele z tego, co składa się na nasze doświadczenie, stanowią właśnie owe nienamacalne treści abstrakcyjne, a tak wiele z tego, co jest obiektem naszej percepcji jest niemożliwe do wyrażenia za pomocą języka – a tak wiele z tego stanowią treści, które są nie do wypowiedzenia…

5194820-digital-creation-of-a-road-sign-showing-the-word-communicate-stock-photoKolejne istotne twierdzenie zawarte w tymże monologu dotyczy z kolei kwestii pewnego poczucia wspólnoty z innymi ludźmi, jakie rodzi się podczas aktu komunikowania się z drugą osobą, a w t
rakcie którego ludzie odczuwają, iż są ze sobą razem powiązani; towarzyszy im poczucie bycia zrozumianym przez kogoś innego. I wówczas to właśnie odczuwamy jedną z tych bezcennych rzeczy, dla których warto żyć – odczuwamy to niezwykłe poczucie wspólnoty duchowej z drugim człowiekiem, a które jednocześnie stanowi zarazem klucz do tego, aby móc wykroczyć poza obręb własnej izolacji; pozbyć się poczucia alienacji, wyobcowania i osamotnienia…

Zresztą przymiotniki arbitralny i  konwencjonalny charakteryzujące język podług definicji słownikowych oznaczają właśnie to, iż jest on narzucony odgórnie, samowolny i przyjęty czy oparty na pewnej konwencji – czyli przyjętym zwyczaju. A to że język jest arbitralny i konwencjonalny myślę, iż stanowi już oczywisty fakt dla każdego.komunikacja

CDN…

Przypisy:

[1] „Słownik języka polskiego”, red. Szymczak, [wersja online] sjp.pwn.pl.

[2] J. Kozielecki, Koncepcje psychologiczne człowieka, red. J.M. Śnieciński, wyd. X, Wydawnictwo Akademickie „Żak”, Warszawa 2000, s. 206.

[3] Ibidem, op.cit., s. 206.