O arbitralności języka – rola i znaczenie języka oraz dyskurs logiczny w myśl psychologii kognitywnej (część 2).

O arbitralności języka – rola i znaczenie języka oraz dyskurs logiczny w myśl psychologii kognitywnej.

[Cykl złożony z 2 części…]

18-600x388

Część 2.

IV. JĘZYK A LOGIKA DYSKURSU.

Roztrząsając kwestie dotyczące zagadnienia języka warto również wspomnieć o jednej z jego najpowszechniejszych form, jakie stanowi dyskurs.

Jak już wspominałam bowiem język stanowi formę intencjonalnego wyrażania się. A zaś przez dyskurs[1] rozumiemy właśnie te wypowiedzi determinowane przez intencje, przez ich kontekst społeczny, który umożliwia pewne typy wyrażania się, zaś inne blokuje, a także – przez wzajemne stosunki pomiędzy osobami mówiącymi, czyli uczestnikami partycypującymi w dyskursie.

images-4

W dyskursie prócz sądów odnoszących się do jakiegoś fragmentu rzeczywistości zawarte muszą być również intencje nadawcy komunikatu (tj. osoby mówiącej), jak też wskazanie adresatów danej wypowiedzi. Zilustruję to przykładem dyskursu literackiego, jaki stanowi cytat fragmentu dzieła M. Gogola pt. Martwe dusze, który przytacza Kozielecki w swym dziele Koncepcje psychologiczne człowieka, a w którym widoczne jest, iż wypowiedzi skierowane są „do kogoś”, a komunikaty wypowiadane są „po coś”, czyli w jakimś konkretnym celu, aczkolwiek ich intencja może być interpretowana w sposób różnorodny. A cytat ów brzmi następująco:

[…] – patrzaj no – powiedział jeden do drugiego – to ci koło! Jak myślisz, dojechałoby to koło, jakby było trzeba, do Moskwy czy by nie dojechało? – Dojechałoby – odpowiedział drugi. – A do Kazania, to myślę, że nie dojechałoby? – Do Kazania nie dojechałoby – odpowiedział drugi. Na tym skończyła się rozmowa. […]

Wyraźnie widoczna jest tu zarówno intencja nadawcy komunikatu, jak i wskazanie jego adresata czy odbiorcy, chociażby poprzez użycie konkretnej formy osobowej etc.

Dla dyskursu, który podług mniemania M. Focault stanowi jedno z najistotniejszych pojęć w humanistyce, możliwe są do przyjęcia dwie jego formy: zarówno forma jaką stanowi dialog, jak i monolog, aczkolwiek w tym drugim przypadku musi on także odnosić się do kogoś, czyli musi być skierowany do jakiegoś odbiorcy.

A więc co zatem, podmiot dyskursu stanowi zawsze co najmniej dwóch uczestników, którzy w nim partycypują. Można wyliczyć wiele przykładów tej formy wypowiedzi, jaką stanowi dyskurs, takich jak choćby na przykład: rozmowa telefoniczna, spór uczonych, wykład akademicki lub lekcja szkolna, bądź też deklaracja, dyrektywa, dialog pomiędzy przyjaciółmi na przyjęciu towarzyskim (np. tak zwany small talk), czy debata polityczna itp. Poniekąd również formę teatralną, jaką jest monodrama można by uznać za pewną formę dyskursu, jako że ma ona postać monologu skierowanego do grona odbiorców – widzów spektaklu, bądź to do jakiegoś konkretnego adresata (tak dla ciekawostki dodam, że np. w słynnej monodramie Jandy Shirley Valentine, owym adresatem monologu jest – o dziwo! – ściana w mieszkaniu, do której aktorka wygłasza swój monolog).

michalina-halik-3-728

Dyskurs posiada pewną elementarną jednostkę, którą stanowi mianowicie akt mowy (zarówno w formie „mówionej”, jak i w formie „pisanej”, który spełnia warunki, jakie zostały tu określone uprzednio)[2].

 

Najbardziej rozpowszechnioną formę dyskursu stanowi jednak forma dialogowa. Tok jej przebiegu określają pewne ustalone reguły i zasady, podlega ona pewnym prawom psychologicznym i socjologicznym. Znaczenie najistotniejsze i prymarne posiadają zaś następujące dwie elementarne zasady: zasada rzeczywistości oraz zasada kooperacji. A co zatem, ta forma wypowiedzi z zasady musi zawsze stanowić pewne odniesienie bądź to do świata przyrody, kultury, bądź też do stosunków społecznych czy wiedzy o własnym „ja” (tj. do jakiegoś fragmentu czy elementu tejże rzeczywistości). Przy czym jednakże temat tejże formy wypowiedzi może stanowić również rzeczywistość wyimaginowana (jak to ma miejsce choćby w owej monodramie, jako gatunku teatralnym), bądź to rzeczywistość mityczna, jak choćby np. konwersacja prowadzona przez dwóch krasnoludków (np. na temat sierotki Marysi), czy Zeusa z Hermesem, etc.

Co się zaś tyczy drugiej z wymienionych tu uprzednio zasad, to dotychczas zostało sformułowane przez psychologów wiele rozmaitych zasad kooperacji. Podobnie jak czyni to Kozielecki we wspomnianym dziele, ograniczę się również tutaj do wyliczenia tylko czterech z nich, o których warto wspomnieć – a są to następujące zasady:

  • (1) maksyma ilości: postuluje, iż swą wypowiedź należy uczynić na tyle informacyjną, na ile jest to konieczne, ale nie bardziej.
  • (2) maksyma jakości: podług której to zaś należy mówić tylko to, w co się samemu wierzy, że stanowi to informację prawdziwą. Natomiast wystrzegać się należy mówienia o tym, co nie posiada należytego uzasadnienia bądź to nie zostało wystarczająco uzasadnione.
  • (3) maksyma odpowiedniości: wypowiadanie się winno być ograniczone tylko do tematu, na który jest prowadzony dany dyskurs.
  • (4) maksyma sposobu: w swych wypowiedziach należy wystrzegać się niejasności, dwuznaczności, nadmiaru słów oraz chaosu językowego.

Powyższe maksymy można w zasadzie uznać za pewne wytyczone zasady efektywnego prowadzenia dialogu, a więc za swoisty „mini – dekalog”, którego przestrzeganie zaś świadczy o kulturze osobistej osób partycypujących w dialogu.

552104001116439608

Aczkolwiek już podług obserwacji potocznych, okazuje się – niestety – że w praktyce w procesie komunikowania się są one stosunkowo rzadko przestrzegane przez ludzi. A więc zjawiska powszechne, które nagminnie spotyka się w praktyce, stanowią zjawiska takie jak np. mówienie nie na temat, gadulstwo czy świadome oszustwa.

Przy czym warto tu podkreślić, że owa nieszczerość lub nieprawdziwe informacje nie zawsze stanowią wyraz złej woli rozmówcy, bowiem w pewnych przypadkach mogą one też stanowić niejako element gry bądź metody dydaktycznej, zastosowanej świadomie w dyskursie.

I tak oto dla przykładu poprzez celowe wprowadzenie uprzednio ucznia w błąd można umożliwić w późniejszym czasie to, że łatwiej będzie mu wpoić (tj. nauczyć go) wiedzy podręcznikowej. Z opisem tego typu postępowania spotykamy się m.in. w dialogu Platona o tytule Menon. Tam też, podług zasad maieutyki, nakazuje on Sokratesowi wydobycie dowodu twierdzenia geometrycznego od nieuczonego niewolnika.

I tak najsampierw Sokrates za pomocą pewnych prostych pytań, wprowadza owego niewolnika celowo w błąd; ów niewolnik zaś w końcu dostrzega swą omyłkę, a w następstwie usiłuje on ów błąd naprawić. I wówczas to tryumfuje Sokrates, bowiem udało mu się dowieść, iż jest możliwe usilne poszukiwanie rzeczy, która uprzednio nie została znaleziona.

Prócz opracowania ogólnych zasad dialogu, wiele uwagi psychologów skupia się na kwestii szczegółowych reguł, które sterują różnymi formami tego typu dyskursu. A jedną z takowych form stanowi właśnie konwersacja. Wnikając głębiej w reguły nią rządzące dowiadujemy się, że wpierw obowiązek rozpoczynającego konwersację stanowi zainicjowanie czy wprowadzenie tematu do dyskusji, a zaś gdy zostanie on już wyczerpany – zakończenie konwersacji bądź to podjęcie nowego zagadnienia (jako zainicjowanie nowego tematu do dyskusji).

Istnieje również kilka reguł sformułowanych przez naukowców, dotyczących kolejności zabierania głosu podczas dyskusji. Pierwsza z tych reguł stanowi, że pierwszą następną w kolejności osobę, która zabiera głos w dyskusji, stanowi ta osoba, do której zwracał się aktualny mówca. Z kolei podług drugiej z tych reguł następną w kolejności jednostkę stanowić będzie ta, która pierwsza zacznie mówić. I wreszcie podług trzeciej reguły, następna w kolejności zaś będzie osoba aktualnie mówiąca, pod warunkiem, że nikt z pozostałych uczestników nie włącza się do dialogu. Podana kolejność powyższych reguł jest adekwatna do kolejności ich obowiązywania.

Ponad to, inną przyjętą normę stanowi to, że w przypadku, gdy rozmówca zwraca się do pewnej konkretnej osoby, to wówczas nikt inny poza tą osobą nie powinien się do tej dyskusji wtrącać. Poza tym, przyjęto również zasadę, podług której w rozmowie naraz zabierać głos ma prawo tylko jedna osoba jednocześnie.

Tym niemniej, stosowanie tych sekwencyjnych reguł w praktyce często nastręcza licznych trudności. A nawet czasem zdaje się, jakoby reguły te zostały sformułowane tylko i wyłącznie po to, aby ich nie przestrzegać.

Natomiast drugą, najbardziej powszechną formę dyskursu stanowi z kolei monolog. Pozwolę sobie tu odnieść się ponownie do wspominanego dzieła Kozieleckiego, w którym przytacza on jako przykład monologu, fragment monologu św. Augustyna zaczerpnięty z jego Wyznań, który tu również i ja pozwolę sobie zacytować poniżej.

[…] Dla Ciebie jednak Panie, przed którego oczyma, cała otchłań ludzkiego sumienia jest obnażona, cóż mogłoby we mnie być zakryte, choćbym nawet nie chciał się spowiadać? Tylko Ciebie, przed sobą bym ukrył, a nie siebie przed Tobą…

Boże mój, że moja spowiedź wobec Ciebie dokonuje się w wielkiej ciszy, a zarazem rozgłośnie: choćby język milknął, serce woła.

Cokolwiek słusznego mówię ludziom, Ty to wszystko już przedtem w sercu mym usłyszałeś; jak też niczego takiego nie usłyszysz ode mnie, czego byś mi wcześniej nie powiedział […].

Pomijając wszelkie domniemane walory intelektualne i filozoficzne, zacytowany tu powyżej monolog stanowi świetną egzemplifikację tej formy dyskursu. Monolog ten stanowi niejako dyskusję z osobową personifikacją Boga (tj. z Bogiem osobowym lub antropomorficznym).

Treść owego monologu zawiera szczere wyznanie poczynione przez wielkiego teologa wobec osoby owego Boga, a w którym wyznaje, iż to wszystko, co mówi on słusznego wiernym i co on sam wie o sobie, zawdzięcza w istocie owemu Bogu. Pomijając fakt, że sam Kozielecki przyznaje, iż co prawda nie jest on zbytnio biegłym ekspertem w kwestiach religijnych, aczkolwiek ma on jednak pewność co do tego, że powyższy monolog wykazuje zapewne pewne cechy, jakie właściwe są dla modlitwy. Co istotne, zgodnie z wymogami, jakie zostały sformułowane tu uprzednio, monolog ów posiada konkretnego adresata, a przez co spełnia konieczne wymagania, co pozwala uznać ów monolog za formę dyskursu.

wordle-jk

Abstrahując nieco od przytoczonego powyżej przykładu, uogólniając, monolog można zdefiniować, jako pewną formę dłuższej wypowiedzi, która skierowana jest bądź to do innych osób (osoby), bądź to….. do samego siebie, przy czym wówczas w monologu występuje zjawisko określane jako alter ego.

Tą formą dyskursu często gęsto posługują się m.in. pisarze. I tak przykładowo całość powieści Alberta Camusa o tytule Upadek tworzy właśnie jeden gigantyczny monolog, który jest wygłaszany przez głównego bohatera powieści.

Ponad to forma ta znajduje również zastosowanie w życiu tak publicznym, jak i prywatnym. I tak wyliczyć tu można takie przykłady, jak choćby np. dłuższe „kazania” prawione przez rodziców odnośnie złego zachowania się pociech, tradycyjny wykład akademicki czy też tasiemcowe przemówienia autorytarnych polityków, w tym też np. orędzie wygłaszane przez prezydenta w telewizji.

Co się zaś tyczy sposobu konstruowania tej formy dyskursu, którą stanowi monolog, to podlega ona dość zawiłym i wieloaspektowym regułom. Reguły te zawierają zasady określające sposób formułowania wprowadzenia do tematu, rozwinięcia oraz zakończenia monologu. Niezwykle istotna jest poza tym umiejętność włączania do monologu różnych epizodów oraz ich dalszego rozbudowywania. Tym niemniej, wiedza empiryczna odnośnie tego zagadnienia niestety wciąż pozostaje dość uboga.

Jak przypuszcza Kozielecki, powszechność różnych form monologu wzrastała w tych czasach, w których znacznie nasilał się i wzmagał charakter autorytarny ustrojów społecznych, instytucji publicznych i prywatnych. To zaś z tej racji, iż w takich czasach bowiem rzeczą powszechnie spotykaną było to, że „władcy” wygłaszali do „pionków” (tj. swych poddanych) dłuższe przemówienia właśnie w formie monologu, a które w głównej mierze koncentrowały się na gloryfikacji osiągnięć czy zasług danego władcy.

Natomiast w epoce demokratycznej forma ta była wypierana na rzecz dialogu, którym coraz częściej zastępowano monolog, a w którym w odróżnieniu od monologu, prawo partycypacji w dialogu i wypowiadania swoich sądów posiadali prócz autorytarnego „władcy” również wszyscy wolni obywatele, jak również prawo do dyskutowania nad racjami swych oponentów.

Reasumując nasze powyższe wynurzenia w tej części odnośnie dyskursu, dodam jeszcze, iż obecnie istnieje cała rodzina nauk humanistycznych i społecznych, które dedykowane są zagadnieniu dyskursu. W treści niniejszego wywodu przytoczona została ledwie część tylko informacji, jakie na ten temat zdołała dotychczas zgromadzić psycholingwistyka. Aczkolwiek obręb tego problemu czy zagadnienia jest również eksplorowany przez liczne, inne dziedziny nauki, takie jak choćby np. literatura, historia, socjologia, politologia bądź to filozofia.

Ponad to w tym względzie istotną rolę odgrywają również badania, które są prowadzone przez psychologów społecznych. I tak przykładowo van Dijk prowadził badania dotyczące stereotypów i uprzedzeń etnicznych, żywionych przez Niderlandczyków względem mniejszości tamże zamieszkałych. W badaniach tych korzystał on ze specjalnie przez siebie skonstruowanej, autorskiej metody dyskursu[3], którą badaniu poddano mieszkańców Amsterdamu. Nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły tych jakże interesujących analiz, finalnie należy stwierdzić, iż w rezultacie tychże badań okazało się, że amsterdamczycy, mimo uprzedniej akceptacji wstępnego założenia, iż wszyscy ludzie są równi, i tak jednakże przyjmują oni zarazem strategię „tak, ale…”. A to zaś z tej racji, że sytuacja etniczna powoduje powstawanie konfliktów, a jedni ludzie posiadają umiejętność ich rozwiązywania, zaś inni tej umiejętności nie posiadają i pozostawiają tę kwestię bez rozstrzygnięcia; i wówczas to ci ostatni dokonują wyodrębnienia grup społecznych „my” i „oni”, a zarazem przypisują wszelkie czyny negatywne właśnie tej grupie „oni”.

krauze_dyskurs-o-demokracji

I to by było już wszystko względem omawianego tu założenia, a zatem pora przejść już do następnego rozdziału i już ostatniego, jaki zakończy definitywnie całość niniejszego wywodu.

V. EPILOG…

Język towarzyszył człowiekowi od samego jego zarania i od samego początku istnienia ludzkości wpierw w najbardziej prymitywnej formie, a z której następnie wraz z ewolucją i rozwojem całej ludzkości, stopniowo ewoluował by w końcu przybrać formę, jaka jest znana nam obecnie. Niewątpliwie dowodzi to tego, jak bardzo nieodzownym, wręcz komplementarnym, elementem istnienia ludzkości jest język, bez którego człowiek nie byłby raczej w stanie egzystować, ani też tworzyć jakichkolwiek komórek społecznych – od najmniejszych takich jak rodzina, aż po te największe jak całe społeczności, społeczeństwa czy narody – skazany na alienację i bezdenną samotność pozbawiony zdolności do komunikowania się. Zapewne również i wszelki rozwój czy postęp zarówno całej ludzkości, cywilizacji i kultury, jak i nauki czy techniki, bez języka nie miałbym najmniejszych szans pójść naprzód, a już w ogóle osiągnąć aż tak wysoki poziom jak to ma miejsce współcześnie. Bez języka nie istniałaby też kultura – nie istniałyby żadne dzieła literackie, naukowe ani inne przekazy pisemne, które stanowią naszą najcenniejszą spuściznę kulturową…

images

Tym niemniej, mimo że język, jego używanie się i komunikowanie się jest czymś tak absolutnie naturalnym dla człowieka, wręcz oczywistym, co nikogo nie dziwi ani zbytnio nie zastanawia, to jednak język wcale a wcale nie jest tworem naturalnym w żaden sposób. Albowiem język jest tworem do cna arbitralnym i konwencjonalnym; jest sztuczny, narzucony odgórnie i pozbawiony wszelkich naturalnych relacji czy konotacji z realnymi obiektami jakie opisuje czy symbolizuje, tak jak to omawialiśmy już tu uprzednio. Stanowi tylko pewną sztucznie i odgórnie przyjętą powszechnie konwencję – i gdyby wpływ na jego ewolucję i stworzenie wywieraliby ludzie posiadający inną jego wizję czy zamysł, dziś najprawdopodobniej byłby zgoła całkiem odmienny, aniżeli język, który jest nam obecnie znany. I tak przykładowo zamiast ową różę określać słowem „róża”, określalibyśmy ją terminem „kaczka” – a owa róża i tak mimo tego, wciąż pozostałaby dokładnie tą samą różą, tak samo by pachniała i tak samo boleśnie kłuła swymi kolcami…

peirce-semiosis

Język jako twór arbitralny i konwencjonalny stanowi sztucznie stworzone narzędzie niezbędne do egzystencji i istnienia człowieka. Potężne narzędzie, jakie bez przesady chyba stanowi jeden z najistotniejszych, esencjonalnych i kardynalnych elementów życia ludzkiego i istnienia całej ludzkości, a też i ludzkiej egzystencji.

 

I mi samej osobiście, nawet pomimo tego, że cierpię na ogromny nadmiar wyobraźni i mam jej aż nadto, i tak niezmiernie ciężko jest wyobrazić sobie świat i ludzkość, w którym nie istniałby język – nasz ludzki świat bez języka, a wyobrażenie sobie tego zdaje się być niemal niemożliwością… A do tego, sama myśl o istnieniu naszego świata i ludzkości bez języka budzi strach i przywodzi namyśl jakieś przerażające, wręcz apokaliptyczne wizje, które sprawiają, iż próby wyobrażenia sobie tego wzbudzają jakiś nieokreślony lęk i strach….

Bez języka nie istniałaby cała nasza kultura, ani też żadne jej wytwory, do których powstania absolutnie niezbędny jest właśnie język. Bez języka nie istniałaby też cała sztuka, jaka stanowi element naszego dziedzictwa kulturowego, jako że to język umożliwia realizację myślenia twórczego w formie materialnej, a która wpierw za pomocą języka musi przybrać postać idei czy koncepcji myślowej, aby mogła ona zaistnieć realnie właśnie poprzez ów proces werbalizacji myśli, idei czy koncepcji, jakie rodzą się wskutek procesu twórczego myślenia. Albowiem dopiero po zwerbalizowaniu twórczej wizji czy formy myślowej ów zamysł nabiera realnych kształtów i formy, nawet w przypadku idei formy plastycznej czy muzycznej twórczości – to werbalizacja tychże wizji plastycznych czy muzycznych sprawia, iż przybierają one realne kształty z mglistej ledwie wizji, jaka wpierw rodzi się w procesie twórczego myślenia. Póki owej mglistej wizji czy myśli nie ubierzemy w słowa jako elementy języka, póty nie będzie możliwa jej realna realizacja i dalsze etapy twórczego myślenia oraz twórczości wszelkiego rodzaju, czy to artystycznej, czy to naukowej, czy też wynalazczej i odkrywczej jednako.

image02

Język zatem bez wątpienia zasługuje w pełni na miano jednego z najbardziej esencjonalnych i kardynalnych elementów dla całego istnienia człowieka, ludzkości, naszej cywilizacji i całego naszego świata, bez którego wszelkie istnienie byłoby niemożliwe, i który mimo swej ewidentnej arbitralności, konwencjonalności i sztuczności paradoksalnie stanowi chyba najbardziej naturalną funkcję, czynność i rzecz dla człowieka.

FIN.

Przypisy:

[1] Por. artykuł G. Shugar w zbiorze: red. I. Kurcz, Psychologia a semiotyka, Warszawa 1993.

[2] Shugar podaje interesujące kryterium odróżniające tekst od dyskursu, stosując podział wprowadzony przez Twardowskiego. Dyskurs jest aktem (czyli czynnością) ukierunkowaną na pewien wynik, natomiast tekst stanowi wytwór tej czynności. Mamy tu relację analogiczną do relacji między  tańczeniem (czynnością) a tańcem (wytwór).

[3] T. A. van Dijk, Elite discourse and racism, California 1993.