Wsiadł do metra człowiek z książką pod pachą

Godziny popołudniowego szczytu. Wracam metrem po pracy do domu. Na stacji do metra wsiada człowiek – czysto ubrany, ale w starych, mocno zniszczonych ubraniach. W miarę zadbany, ze zniszczoną książką pod pachą (Metro 2033). Włosy bardzo krótko ostrzyżone. Na głowie duże narośle i masa blizn.

Po chwili Pan odzywa się nieśmiało: szanowni państwo, mam guzy na głowie, jestem po wielu operacjach. Przez problemy zdrowotne straciłem pracę. Nie mogę znaleźć innej, nadal jestem chory. Nie mam za co żyć. Czy mają Państwo może coś do jedzenia? 

Pasażerowie wbijają wzrok w podłogę.

A może mają państwo jakieś zakupy, którymi mogą się państwo podzielić?

Nadal zero reakcji.

To może choć złotówką mnie państwo poratują?

Patrzę na człowieka, na wyświechtaną książkę pod pachą, na blizny na głowie. Otwieram portfel, daję panu piątaka.

Pasażerowie patrzą na mnie, na pana. I zaczynają otwierać portfele, szukać w kieszeniach. Sporo osób dało po parę zeta.

Pan podziękował każdemu. I na kolejnej stacji wysiadł.

I tak się zastanawiam, czy gdybym jako pierwsza nie dała tego piątaka, ktokolwiek by oderwał wzrok od podłogi czy od komórki? Może faktycznie, aby przerwać ten marazm, wystarczyło, żeby jedna osoba coś zainicjowała. A wtedy inni się przyłączą. Bo nikt pierwszy nie chce się wyrwać. Może było im głupio, dać parę złotych, bo w dzisiejszych czasach to niemodne. Bo może to jakiś naciągacz czy oszust?

crowd-of-people-1209630_640

A jeśli nie? Jeśli faktycznie potrzebuje? Chciałbyś być na jego miejscu? Chciałbyś do takiego stopnia nie mieć wyjścia, aby odrzucić dumę i prosić obcych ludzi w metrze o jedzenie?

Rzadko daję pieniądze obcym ludziom na ulicy. Bo u mnie się nie przelewa, bo ciężko muszę zapracować na każdą złotówkę. Bo może faktycznie to jakiś nierób, który poszedł na łatwiznę? Pomijając już osoby nietrzeźwe.

A czemu akurat temu panu dałam parę zeta? Chyba przeważyła ta wyświechtana książka pod pachą…

Trafił w mój czuły punkt – skoro czyta książki, z książką jeździ i prosi o pieniądze, to uwierzyłam w jego historię.

Tak samo jak starowinki sprzedające rzodkiewki, koperek czy kwiatki z ogródka. Im też nigdy nie mogę się oprzeć.

Wracając do historii – pan dziękował wszystkim słowami: Bóg zapłać.

Jaki bóg? Gdyby jakiś dobry bóg faktycznie istniał, to nie byłoby takich sytuacji. A jeśli by istniał to byłby wrednym … i miałabym go w dupie. Jego i jego zapłatę.

feeling-697557_640