Żeby konar zapłonął a dziecko w nocy spało

Gdyby kosmici obejrzeli nasze programy telewizyjne, to z reklam mogliby wywnioskować, że Polacy to bardzo chorowity naród.

Ciągle nas coś boli — a to głowa, a to stawy, a najgorsze są bóle menstruacyjne. Mamy problemy ze wzdęciami, snem, nietrzymaniem moczu.

Również sfera intymna nie wygląda najlepiej — kobiety cierpią na suchość pochwy, a mężczyźni mają problem z erekcją. Oboje mają również problemy z orgazmem — u części trzeba przyspieszyć, u części opóźnić.

Wcale lepiej nie jest z naszymi dziećmi: mają alergie, nie chcą jeść, nie mogą spać w nocy, mają problemy z koncentracją. Są niespokojne i mają wiecznie zapchany nos. Z doświadczenia wiem, że często są do tego niegrzeczne — aż się prosi o jakiś suplement na to schorzenie.

Bardzo dużym problemem Polaków jest zespół niespokojnych nóg, ale na szczęście już mamy na to lek.

Bardzo docenione, zwłaszcza przez pasażerów komunikacji miejskiej latem, jest przyjmowanie suplementu na pocenie się. Działa nawet 48 godzin! Tak nawiasem mówiąc ciekawa jestem, czy są ludzie, którzy zaprzestali codziennych kąpieli, bo ich antyperspirant działa przez 2 dni. W sumie, jak zmyją, to już nie będzie działał. Można co prawda jeszcze raz się posmarować, ale kasy szkoda.

Przez większość roku cierpimy na różne przeziębienia i infekcje: katar, bóle mięśni, gorączka, chrypa, ból gardła, kaszel. O, kaszel jest niezwykle trudnym przypadkiem, gdyż kiedy dziecko kaszle, to matka ani nie odróżni kaszlu suchego od mokrego ani nie pójdzie z dzieckiem do lekarza po diagnozę. Dlatego producenci mają już dla nas syropy i na suchy i na mokry kaszel. Dwa w jednym. Nie wiesz, co dziecku dolega, ale jak dasz syrop, to na bank przejdzie — pani w telewizorze wie, co mówi. Jej dziecku przeszło.

Kilka lat temu były pokazywane reklamy szczepionek. Dość drastyczne, z jasnym przekazem — nie zaszczepisz dziecka, to ono umrze albo ciężko zachoruje. Szczepionki te nie były na liście szczepień obowiązkowych, zatem trzeba rodziców zachęcić, a wręcz zmusić drastycznym przekazem do ich kupowania. Na szczęście tego typu reklamy coraz częściej są zabraniane.

No i wszechobecne witaminy na wszystko. No, witaminy trzeba łykać, od dziecka nas uczą, jak ważne są witaminy, a ich niedobór grozi chorobami. Tylko szkoda, że nie uczą nas, że wystarczy zbilansowana dieta. I że nadmiar witamin jest groźny dla zdrowia.

Branża reklamowa leków to jeden z największych reklamodawców w Polsce. Czy Polacy są z natury takimi lekomanami, czy dali sobie to wmówić oglądając reklamy?

Bo leków kupujemy sporo — jesteśmy w czołówce w Europie pod względem ilości przyjmowanych leków.

Dodatkowy haczyk jest w tym, że tak naprawdę większość tych substancji nie jest lekiem, ale suplementem. A suplement w odróżnieniu od leku nie musi przechodzić wszystkich badań. Jest traktowany jak zwykły środek spożywczy. Nie ma skuteczności potwierdzonej badaniami.

Czemu wierzymy tym reklamom, czemu kupujemy te specyfiki? Większość reklam ma identyczną konstrukcję: diagnozuje Twój problem i znajduje remedium.

Proste, nie wymaga od Ciebie żadnych działań, poza pójściem do apteki.

Kluczowe jest również to, że lek czy suplement jest polecony przez autorytet — najczęściej lekarza lub naukowca. Halo — przecież jest to zwykle aktor! A jeśli się nawet trafi „prawdziwy” lekarz, to czy naprawdę wierzycie, że on tak bezinteresownie, z dobrego serca poleca Wam ten lek???

Autorytetem też może być osoba, która cierpiała na taką dolegliwość. I po przyjęciu danego specyfiku cudownie ozdrowiała. Skoro jej pomogło, to pomoże i mnie!

Podawanie dziecku syropku, aby było spokojniejsze lub dobrze spało, branie ogromnych ilości tabletek przeciwbólowych, samodzielne dobieranie leków do naszego schorzenia — rzeczywistego lub wymyślonego. Te działania zwykle nie leczą, nie usuwają prawdziwego problemu. Jedynie opróżniają nasz portfel. Ku uciesze koncernów farmaceutycznych i firm produkujących suplementy leków.

To co, dziecko nie może spać, to podajmy mu Tulleo 😉