„Pomyje mrożone piję przez rurkę jak mazagran”

Racjonalnie myślący umysł omija politykę z daleka, bo nie chce kopać się z koniem. Kaczyński złamał to zabezpieczenie i budzi racjonalne umysły w każdym środowisku. Zaczynają wypowiadać się artyści pisarze muzycy, bo mają świadomość, że każda próba tłamszenia wolności kulturalnej i pisanie nowej nieprawdziwej narracji historycznej, to początek dyktatury.

„Czuję potrzebę powiedzenia wprost: jestem przeciw temu, co dzieje się w polskim państwie” stwierdza Turnau

źródło 

Trochę historii najbliższej.

Na początku system partyjny PRL-u rozbudowywał biurokrację do niebotycznych rozmiarów wokoło zjawiska zwanego kulturą. Do ogarnięcia środowiska artystycznego służyło Ministerstwo Kultury i Sztuki, które to na terenach całego kraju rozsiało Komitety Kultury RM.

Z czasem owe K.K.  narzuciło artystom i intelektualistom, aby ci swoją twórczością zmieniali świadomość obywateli – zgodną z linią partii. Do naprawy socjalistycznego kręgosłupa polskiej kultury, zakasał rękawy w 1947 roku komunista Włodzimierz Sokorski – pisarz, polityk, publicysta oraz przyszły minister kultury. Otóż wystąpił on z ostrą i otwartą krytyką władzy, że nie ma spójnej polityki kulturalnej, że reakcyjne „ścierwa” za dużo sobie pozwalają i tylko patrzeć, jak gangrena z zachodu pożre zdrową tkankę narodu.

W końcu gdy już złapano za pysk kulturę, to na wszelki wypadek, żeby twórcy sztuki nie wierzgali kopytami, powołano do życia Związek Zawodowy Pracowników Kultury i Sztuki, które to ugrupowanie miało podlegać Centralnej Radzie Związków Zawodowych – kierowniczego organu Zrzeszenia Związków Zawodowych w Polsce.

Szast, prast i klocki poukładane.

Za tak zacne pobudzenie rodzimej kultury pan Sokorski został jej ministrem. Po objęciu gabinetu niezwłocznie wskazał nowy kierunek rozwoju, który miał być:„prawdziwym, twórczym obrazem, świadomie kształtowanym przyczynowo i historycznie nurtem komunizmu filozofii marksistowskiej.”. Kultura nie mogła być oderwana od rzeczywistości, musiała tkwić mocno zakorzeniona w Timurze i jego drużynie. Na topie miały znaleźć się dzieła Lenina, Karola Marksa oraz każda pozycja traktująca o etosie jedynie słusznego państwa socjalistycznego.

Kultura musi być zrozumiała dla murarza, kominiarza, górnika, rolnika i…cenzora, tak by czuli, że sprawy idą w dobrym kierunku. Twórcy literatury, sztuki i nauki powinni zaś opisywać „historyczny wysiłek narodu pod kierownictwem Partii oraz istotę socjalistycznych przeobrażeń społecznych i cywilizacyjnych”.

Celem tego zabiegu była… demokratyzacja społeczeństwa

Co do kultury oderwanej od rzeczywistości, to protoplasta ministra Glińskiego, towarzysz Sokorski traktował ją jako „moralnie negatywną, nienowoczesną oraz niedemokratyczną”. Ministerstwo Informacji i Propagandy, aby zakończyć zbędne polemiki z niepokornymi Szekspirami, powołało do życia Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Urzędnicy  szczegółowo sprawdzali każdą drukowaną literkę, łącznie z etykietkami produktów i załączonymi do nich instrukcjami, czy aby nie są za bardzo oderwane od rzeczywistości demokratycznej.

Konsekwencje tych poczynań okazały się dla minionego systemu socjalistycznego strzałem w kolano. Dziś historia zatacza koło i pokazuje, że okłamać społeczeństwo wcale nie jest tak trudno, wystarczy tylko łgać w żywe oczy, że białe to czarne, a czarne to białe.