Aborcja powraca.

Znowu na sali sejmowej pojawi się widmo całkowitego zakazu aborcji. Aborcja od lat jest tematem podręcznym, stała się bronią do walki polityczno/światopoglądowej. I na nasze nieszczęście broń ta jest niebywale skuteczna, ponieważ opiera się głównie o religijne wierzenia. Zaprzęgnięto do walki z aborcją emocje zbiorcze, w postaci uczuć religijnych, sumienia i moralności. Takie zbiorcze myślenie nijak nie ma się do osobistej decyzji usunięcia ciąży. Każdy człowiek przeżywa sam swoje życie i każdy zda z niego sprawę przed samym sobą — nikt za mnie tego nie zrobi.

Główny problem z aborcją polega na tym, że decyzje i rozwiązania prawne dyktują mężczyźni, którzy nigdy nie mieli żony ani dzieci.

W komentarzach pojawiają się ze strony kobiet stwierdzenia, że faceci zrobią dziecko, potem zostawiają kobietę i na dodatek nie płacą alimentów. Tak to prawda takich wypadków jest dużo, ale to nie oznaczy, że każdy facet jest męską szowinistyczną świnią.

Gdy czasami czytam wypowiedzi walczących feministek, które wrzucają wszystkich mężczyzn do jednego wora z napisem: „nieodpowiedzialny gówniarz, który myśli żołędziem”, to stwierdzam, że niczym się nie różnią od tych, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji. Ten sam typ, któremu nie przyjdzie do głowy, że istnieją na świecie faceci, którzy mają świadomość, że aborcja to też ich odpowiedzialność.

Dwa razy w życiu problem aborcji dotknął mnie osobiście. Raz aborcji dokonała bliska mi osoba, a drugi raz moja ówczesna partnerka, z którą doszliśmy do wniosku, że nie damy radę wychować dziecka, była to więc aborcja na życzenie. Mam też paru znajomych, których partnerki dokonały aborcji i to nieprawda, że faceci tego nie przeżywają. Tak jak nikt nie ma prawa oceniać kobiet, tak samo i nikt nie ma prawa oceniać hurtowo mężczyzn.

Ludzie, którzy tak zażarcie walczą o całkowity zakaz aborcji, zostali ogłupieni do tego stopnia, że gdy czytam ich komentarze, to zaczynam mieć wątpliwości, czy pochodzenie takiej głupoty może mieć naturalne źródła.

W dyskusji o aborcji zapomina się o mężczyznach, którzy też ponoszą ciężar tak dramatyczniej decyzji, jaką jest dokonanie aborcji przez ich partnerki. Dla niego, gdy zostanie dokonany gwałt na jego partnerce, to dramat, którego biskupi nigdy nie pojmą. Nie są w stanie zrozumieć, jaką traumą dla mężczyzny jest dokonany najgorszy z aktów przemocy na kobiecie, którą kocha.

Biskupi mają gęby pełne frazesów o miłości i tylko frazesów, bo to nie oni będą musieli się zmagać z wychowywaniem dziecka poczętego w wyniku gwałtu, to nie oni będą musieli dziecko emocjonalnie zaadoptować. To nie panowie ubrani w purpury i wygłaszający komunały będą codziennie patrzeć ukochanej kobiecie w oczy, w których czaić się będzie irracjonalne poczucie winy i lęk, że mężczyzna odrzuci ją wraz z dzieckiem, którego poczęcie odbyło się wbrew jej woli.

Biskupi nie wiedzą, czym jest męskość, to niedojrzali emocjonalnie osobnicy płci męskiej, którzy bawią się w strażników ludzkich sumień, przebrani w sukienki jak choinki na święta. Mają czelność decydowania o sprawach, których kompletnie nie pojmują, bo ich model życia jest wbrew naturze ludzkiej. Episkopat panoszy się jak zaraza; im się wydaje, że mają misję zbawiania wszystkich Polaków i że mogą wtrącać się w związki prywatne nieznanych im ludzi.

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie i tak też skończy PiS, ale czy ludzie w końcu pójdą po rozum do głowy i pogonią biskupów tam, gdzie ich miejsce – do kościołów? W to wątpię, bo w kraju jest jeszcze wielu ludzi mających mentalność niewolników, dla którego pleban jest wyrocznią i panem. Domaganie się całkowitego zakazu aborcji nie jest walką o życie tych nienarodzonych, to jest tępa ignorancja i średniowieczne myślenie mizoginów, którzy wtrącają się w nie swoje sprawy.

Zamieniliście [komuniści] Polskę w tak wielki obóz koncentracyjny, że nie potrzeba nawet drutów kolczastych i psów, gdyż i tak nie ma gdzie uciec.

Marek Hłasko