Chazan doktor, czy religijny oszołom?

Na portalu dziennik.pl  w czerwcu 2015 r.  ukazał się wywiad z rodzicami dziecka, którym dr Chazan odmówił zlecenia zabiegu aborcji wbrew opiniom specjalistów o trwałym uszkodzeniu płodu i zagrożeniu życia pacjentki. Wywiad jest wstrząsający, obnaża instrumentalne traktowanie rodziców w celu prowadzenia katolickiej misji, jaką jest walka z in-vitro i aborcją.

Chazan od początku całej sprawy naginał fakty, za co słusznie stracił stanowisko dyrektora państwowej placówki leczniczej. Chazan występował w dwóch rolach: jako dyrektor placówki szpitalnej i  lekarz. Jako lekarz mógł posłużyć się klauzulą sumienia, ale jako dyrektor nie miał takiego prawa, bo szpital ma podpisaną umowę z NFZ, w której jest zapis o możliwości dokonywania zabiegów aborcji.

Kontrola bowiem uznała, że prof. Chazan odmówił zabiegu nie jako lekarz, a administrator państwowej placówki a tym samym, w świetle obowiązującego prawa, nie mógł skorzystać z klauzuli sumienia i na jej podstawie odmówić zrobienia aborcji w jego szpitalu. Klauzulę sumienia mogą wykorzystywać wyłącznie lekarze w przypadku swoich indywidualnych pacjentów. [opis zdarzeń]

Wybiórczość sumienia doktora jest zastanawiająca. Umowę z NFZ podpisał, czyli zgodził się na „zabijanie” nienarodzonych dzieci na teranie placówki, którą zarządzał. Chazan poszedł dalej w swoim chorym myśleniu i w momencie, gdy p. Agnieszka zdecydowała się na zbieg, objął bezprawnie klauzulą sumienia cały szpital. Rezolucja Rady Europy mówi, że każdy lekarz na terenie Unii ma prawo odwołać się do sumienia, jednak zapomina się o tym, że nie ma ona mocy prawnej.

Pan doktor, opętanych fundamentalizmem katyolickim mówił, że nie będzie się stosował do prawa świeckiego. Oszukiwał pacjentkę i opinię publiczną, że dziecko będzie leczone. Twierdził też, że zna lekarzy, którzy podejmą się operacji, dzięki którym dziecko będzie mogło żyć długo.

Prócz prof. Chazana także dwóch innych lekarzy odmówiło aborcji, gdyż dziecko ma szanse na życie. Poinformował o tym profesor Chazan w swoim wystąpieniu podczas wiecu poparcia dla niego zorganizowanego przez pacjentki Szpitala Świętej Rodziny.

Mówił, że dziecko kobiety opisywanej przez media może żyć długo, są propozycje operacji i rokowania nie są złe. gosc.pl

Zgodnie z tym co wyżej zacytowane, po porodzie powinny być realizowane „propozycje” operacji, a dziecko powinno żyć. Żadna z tych obietnic nie mogła być spełniona – 14 kwietnia Chazan dostał wyniki badań kariotypu i w zestawieniu z badaniami USG wiadomo już było, że płód jest ciężko uszkodzony i kwalifikuje się do aborcji. Pan doktor olewa wyniki i plecie bzdury, epatując publiczność wizjami rozkawałkowywania i rozszarpywania dziecka przy zabiegu aborcji, choć dobrze wie, że to jest kłamstwo i granie na emocjach.

Profesor Lucjusz Jakubowski z Zakładu Genetyki Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi w wywiadzie dla Gazety Wyborczej jednoznacznie wskazuje na nadużycia, jakich dopuścił się Chazan.

red: Prof. Bogdan Chazan, odwołany właśnie ze stanowiska dyrektora szpitala, twierdził, że udaremniając aborcję, ratuje życie dziecka. I że może ono długo żyć i być leczone. Czy to możliwe, by nie wiedział, co oznacza to, że dziecko ma bezmózgowie?

Nie ma żadnych szans na poprawę stanu zdrowia takiego dziecka po urodzeniu ani na jego przeżycie. Zresztą taką wadę często można rozpoznać już w 12.-13. tygodniu ciąży. I tak by się stało, gdyby ta pacjentka była prowadzona zgodnie z procedurami. A płód z taką wadą jest zagrożony obumarciem, co stwarza zagrożenie dla zdrowia pacjentki, o czym powinna była zostać poinformowana. Te dzieci, jeśli przeżyją poród, żyją kilka minut, godzin, dni lub tygodni.

red:Czy jest w takim razie etycznie dopuszczalne mówienie takiej matce i opinii publicznej, że dziecko „może żyć długo” i że są możliwe jakieś operacje poprawiające jego stan?

Jest to etycznym i medycznym nadużyciem. W ogóle w takich sprawach zawsze mnie zadziwia to skupianie się wyłącznie na kwestii dziecka i lekarza. A co z pacjentką? Na niej dokonuje się przecież okrutnego eksperymentu psychologicznego. A powinna być od momentu stwierdzenia wady płodu otoczona opieką psychologiczną…

red:Prof. Chazan powiedział publicznie, że aborcja byłaby dla takiego dziecka związana z wielkim bólem, bo robi się ją przez kawałkowanie płodu.

– To znowu nadużycie obliczone na granie na emocjach. Normalnie w takich sytuacjach dąży się do wywołania porodu, a jeśli to niemożliwe, podaje się środek na zatrzymanie funkcji życiowych i usuwa martwy już płód. To są jednak kompetencje ginekologów.

Ponadto rzeczona klauzula sumienia, na którą powołał się pan profesor, nie może rozciągać się na całą działalność szpitala i zakaz wykonania zabiegu usunięcia zagrożonej ciąży przez innych lekarzy” – dodał.

W mediach katolickich zawrzało. Obrońcy życia i przeciwnicy in-vitro rozpoczęli kampanię obrony dr. Chazana, nie zważając na szkody, jakie wyrządzają rodzicom dziecka. Doktorek, który w swojej karierze miał na koncie pokaźną ilość dokonanych zabiegów aborcyjnych, wyczuł pismo nosem i postawił się w roli nawróconego męczennika. Ukazuje się szereg wywiadów, w których Chazan opowiada, jak to jest niesłusznie szykanowany i opluwany na zamówienie polityczne. Oczywiście w całą tę ohydną grę włącza się oficjalnie Episkopat, robiąc z nawróconego grzesznika bohatera dzieci nienarodzonych.

Ekspert od życia poczętego złapał wiatr w żagle i z każdym kolejnym wywiadem odlatywał coraz bardziej. „Dziś aborcja, jutro Auschwitz” –  pod takimi hasłami maszerowali w kierunku Torunia „obrońcy życia”.

Przechwytywanie

Mentalnością ludzi wykorzystujących tragedię Agnieszki i Jacka, jest swojego rodzaju patologia wynikającą z fundamentalizmu religijnego, która powoduje brak empatii i jakiejkolwiek zdolności do refleksji nad wypowiadanymi słowami. Wygląda na to, że w celu realizowania swoich projekcji katoliccy ekstremiści są zdolni zdeptać i zmieszać z błotem uczucia ludzi, których dotknął największy dramat — śmierć własnego dziecka.

Sposób, w jaki to robią, jest szczytem hipokryzji. Wszystko odbywa się pod płaszczykiem miłości i troski o zbawienie ich duszy. Prym w tej obłudzie wiedzie nie kto inny, jak znany ze swoich kretyńskich analiz rzeczywistości – Tomasz Terlikowski. Po ukazaniu się wywiadu w Dzienniku wysmażył tekst przesiąknięty hipokryzją, w którym tragedię rodziców przekuwa na swoją walkę z in-vitro. Dla porównania po kwestiach Terlikowskiego, zacytuję wypowiedzi rodziców umieszczone w wywiadzie.

TT: Pani Agnieszka i pan Jacek są ludźmi skrzywdzonymi.Ale krzywdzicielem nie jest prof. Chazan, Wywiad w „Dzienniku” jest więc wielkim aktem oskarżenia. 

Jacek: Skoro nasze dziecko można było operować, leczyć, to gdzie teraz jest to dziecko? I to pytanie zadajemy prof. Chazanowi. Gdzie jest nasze dziecko? Według pana miało żyć. A umarło w męczarniach po kilku dniach od porodu.

TT: Ktoś jednak sprawił, że nie byli oni w stanie dostrzec w swoim synku wspaniałego człowieka…Ktoś obrzydził im dziecko i sprawił, że mówią o nim, jako o płodzie, jako o kimś, kto nigdy nie żył, kogo mózg gnił.

Agnieszka:To nie było ważne. Ta trauma, ta makabra, którą przeszliśmy, nie była brana pod uwagę. Ten jeden wielki koszmar, te 10 dni agonii, a dla mnie wcześniej 13 tygodni koszmaru. Przez 13 tygodni wiedziałam, że moje dziecko żyje tylko dlatego, że jest w brzuchu.

TT: Po pierwsze przeciwko przemysłowi in vitro, który sprawił, że para patrzyła na dziecko jak na projekt, produkt, zamówienie do wykonania. A jak się składa zamówienie, to produkt, który nie spełnia oczekiwań może zostać odrzucony. I tak się właśnie stało. Dziecko było chore, więc trzeba je było odrzucić.

Jacek: Którym lekarzom, panie profesorze, należy postawić zarzuty, że go nie uratowali? Przecież pan twierdził publicznie w mediach, że można ratować, operować, że będzie długo żyło. Przecież pan „broni życia, zrobi pan wszystko dla ratowania życia”, to niech pan wskaże palcem, kto co zrobił źle, że dziecko umarło, że niewielkie fragmenty mózgu, które się wykształciły, po prostu zgniły.

Tomasz Terlikowski, który nie wie, czym jest empatia i nie zawaha się przed używaniem ludzi, których nie zna i nie wie co czują. Nie ma zielonego pojęcia, jaki dramat przeżyli i przeżywają dalej, czytając, że ich dziecko było produktem/projektem na zamówienie, który odrzucili.

Terlikowski posuwa się w swoim opętanym religijnym myśleniu dużo dalej:

Oni mogli ucieszyć się darem, doznać miłości, a potem przeżyć żałobę. Tak się jednak nie stało.

Nie wiem jakimi torami podążają myśli reaktora, ale są one dalekie od logicznego i empatycznego myślenia. Skoro para ta przez dziesięć lat starła się o dziecko i w końcu ich marzenie spełniło się, to jak można twierdzić, że nie cieszyła się z poczęcia nowego życia?

To właśnie z miłości do tego dziecka, którego życia nie dałoby się po porodzie uratować, ich radość musiała przemocą przemienić się w żałobę z chwilą podjęcia decyzji o aborcji, która miała oszczędzić noworodkowi niewiarygodnych cierpień w kilkudniowym życiu.

Jak człowiek, który jest tylko reproduktorem, może pojmować, wobec jakiego ogromu bólu stoi matka, która jest nierozerwalnie związana cieleśnie z  dzieckiem, które w niej rośnie, ale i tak po zakończeniu ciąży czeka je krótkie życie w męczarniach? Jaki kontakt emocjonalny z matką może mieć dziecko bez mózgu, w jaki sposób może podzielić się swoim cierpieniem z matką i uzyskać od niej wsparcie, które poczuje?

Nikt z tych „obrońców” życia nie postawił się na miejscu tego noworodka, nie zastanowił się przez chwilę jakie katusze musiało przechodzić dziecko, które nie jest świadome otaczającego go świata, a jedyne doznanie jakie poznało po narodzinach to ból?

Trzeba być ograniczonym umysłowo i emocjonalnie, aby wypowiadać górnolotne frazesy o cieszeniu się z daru życia i doznawaniu miłości  w takich chwilach.

Ten tekst i postawa nawróconego lekarza pokazuje, czym jest miłość w wydaniu katolickich fundamentalistów i jaki jest ich sposób odbierania rzeczywistości, w której nie ma miejsca na uczucia ludzi o odmiennym światopoglądzie.

Nic dziwnego, że wyznawcy boga, który każe wyrzynać całe plemienia włącznie z dziećmi i zwierzętami domowymi tylko dlatego, że nie oddają mu chwały — mają tak spaczone myślenie. Myli się ten, kto sądzi, że postać Jezusa cokolwiek zmieniła. Bajka o Jezusie potwierdza tylko, że aby osiągnąć swój cel, ich bóg nie cofnie się nawet przed zabiciem własnego syna i na dodatek zrobi to… powodowany miłością i troski.

Kościół i takie postacie jak Chazan mają się dobrze bo katolicy nie sprawdzają czy rzeczy się tak mają jak im się przedstawia.

Dzieje Apostolskie 17,11: “[Berejczycy] przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest”.

Czy istotnie tak jest, że biblijny bóg ma coś przeciwko aborcji zygoty? Otóż nie ma.

Przeciętny katolik nie zna biblii, więc nie jest w stanie zweryfikować informacji podawanych mu przez kapłanów i charyzmatyków, którzy twierdzą, że Bóg o zakazie aborcji mówił, ale ogródkami w prawach nadanych Izraelitom. Problem w tym, że cytat z Księgi Wyjścia w Septuagincie opiera się na oryginalnym tekście hebrajskim i brzmi zupełnie inaczej:

Ks Wj 21
22 Gdyby biło się dwóch mężczyzn i uderzyliby kobietę brzemienną, tak że poroniłaby dziecko, jeszcze nie mające pełni kształtów, będzie musiał zapłacić grzywnę, jaką nałoży na niego mąż tej kobiety. Da ją po zatwierdzeniu.
23 Jeśli natomiast to dziecko miało pełnię kształtów, odda życie za życie,
24 Oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę,
25 Oparzenie za oparzenie, rana za ranę, siniec za siniec.

Czyli dla biblijnego boga, zygota nie jest człowiekiem.  W przypadku płodu nie rozwiniętego, bóg w biblii nie traktuje tego jako zabójstwo czy morderstwo.

Katolickie brednie o aborcji

To niesamowite, gdy ludzie wierzą w brednie wygadywane przez biskupów i ich nie sprawdzają u źródeł swojej wiary.

Ponoć to słowo samego Boga…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.